E-dziwka czyli „jestem prostytutką mój drogi pamiętniczku”
Dostępność Internetu jako kolejnego środka przekazu docierającego do masowego użytkownika sprawia, że każde granice mogą zostać przełamane. Nawet granice, które do tej pory stanowiły stereotypowe tabu a tak naprawdę o przełamaniu ich marzyła większość kobiet i mężczyzn w różnym wieku. Spojrzenie za zasłonki domu, który pomimo, że był publiczny (w jednym sensie znaczenia) mógł stać się publiczny dla potencjalnej publiki, czyli w tym wypadku internetowych czytelników. Przeglądając zupełnie bezsensownie duże obszary internetowych czeluści natrafiłem na pamiętniki prostytutek, które liczyć można w dziesiątkach sztuk.
„Jeżeli myślicie, że za moim pamiętnikiem stoi sztab ludzi piszących tą historię i zarabiających na reklamach to jesteście p….leni” – tak wulgarnie uautentyczniła swoją historie na jednym z blogów autorka podpisująca się pseudonimem „dzwika”. Prosta stylizacja „na dziwkę” nie sprawia większości potencjalnych „prawdziwych” autorek większego problemu. Bo wystarczy znać trochę wulgaryzmów opisujących anatomię ciała plus podstawy „ulicznej kamasutry” i już można być e-dziwką. Czy oby te czynniki są wystarczające? Przecież, aby historia była spójna i interesowała potencjalnego odbiorcę trzeba mieć spójną wizję swojej postaci, wyobraźnię pozwalającą śmiało tworzyć kolejne epizody prostytutki działającej w blogowym „second life”. Pytanie tylko, po co?
Być może to łamanie barier o którym pisałem na początku obrazowane jest właśnie w blogach „dziwek”. Jednak chodzi mi o łamanie stereotypu swobodnego, wyuzdanego mówienia o seksie. Może zdania „Nie piszcie mi o tym, że mogłabym pracować normalnie! Po prostu lubię seks” są cichym przyzwoleniem na ten podobno najstarszy zawód świata?
I tu w rozumieniu „fenomenu” tego typu blogów i zarazem potwierdzenie mojej teorii „łamania stereotypu seksu rozumianego hedonistycznie” przyjść może psychologia. Bo czym jest proces opisywania kolejnego „razu” z mężczyzną, który liczył tylko na zaspokajanie jednej z odwiecznych filozoficznych potrzeb? Czym jest pisanie o „dziwce”, która uprawia zawód… bo lubi, jak nie projekcją czyli jedną z podstawowych zasad psychologicznej obrony. I tu już jesteśmy tylko krok od ustalenia autorów tych specyficznych blogów. Skoro ludzie najczęściej nie projektują swoich cech na osobach zbyt podobnych do nich (mogłoby to utrudnić świadome udowadnianie, że samemu się tych cech nie posiada) oraz na osobach skrajnie odmiennych (projekcja była by niewiarygodna) wyciągnąć można wnioski, że tych blogów nie piszą zakonnice, redaktorki wielkonakładowej prasy czy politycy (są zbyt odmienni). Blogi piszą normalne, „szare” kobiety, którym tak blisko a tak daleko do wizji kobiety lekkich obyczajów czy jak kto woli portowej ladacznicy….